
Czasami nie potrzeba tygodnia urlopu. Wystarczy jedna noc, dobra ekipa i domek nad jeziorem Narie. Tym razem do Bogaczewa wpadli chłopaki z dzieciakami. Plan był prosty: jak najwięcej czasu na zewnątrz, trochę wędkowania, las, grzyby, ognisko i zero pośpiechu.
Dzień 1 – najpierw jezioro

Po przyjeździe nie było sensu długo siedzieć w domku. Łódka czekała po prawej stronie plaży, pod drzewami, więc zabraliśmy wiosła, kapoki, klucz do kłódki i ruszyliśmy nad jezioro.
Jezioro Narie jest świetne zarówno do spokojnego pływania, jak i wędkowania. Część ekipy próbowała szczęścia z rybami, pozostali po prostu korzystali z wody i widoków.
Później przyszła pora na las. W okolicy Bogaczewa można spokojnie spędzić nawet dwie godziny na spacerze wzdłuż brzegu jeziora i leśnymi ścieżkami. Po drodze można wypatrzyć ślady bobrów, powalone drzewa, jagody, grzyby, a czasem również sarnę albo myszołowa obserwującego okolicę z drzewa.
Tym razem najważniejsze były jednak grzyby. I trochę udało się nazbierać.
Dzieciaki miały własny plan
Podczas gdy dorośli zajmowali się swoimi „poważnymi” sprawami, dzieciaki szybko znalazły sobie zajęcie. Była siatkówka, piłka, zabawa na zewnątrz i bieganie po ogrodzie.
Hamaki praktycznie od początku zostały zajęte i odzyskanie ich przez dorosłych graniczyło z cudem.
I właśnie do tego służy ten domek. To nasza baza i ostoja spokoju – własny ogród, leżaki, hamaki i miejsce, gdzie można po prostu zwolnić.
Wieczór – ognisko, kiełbasa i gwiazdy

Wieczorem obowiązkowy punkt programu: ognisko.
Na ruszt trafiła kiełbasa, boczek i pyszna kiszka. Proste jedzenie, ale po całym dniu spędzonym nad wodą i w lesie smakowało wyjątkowo dobrze.
Kiedy zrobiło się ciemno, wystarczyło spojrzeć w górę. Z dala od dużego miasta nocne niebo potrafi zrobić wrażenie. Siedzieliśmy przy ogniu, patrząc na gwiazdy i wypatrując tych spadających.
Później dzieciaki obejrzały jeszcze trochę bajek i poszły spać. W kominku pojawił się ogień – trochę dla podniesienia temperatury, ale przede wszystkim dla klimatu.
Dzień 2 – długi spacer i kolejne grzyby

Następnego dnia zamiast szybkiego śniadania i wyjazdu zrobiliśmy jeszcze długi spacer po lesie.
Znów były grzyby. Okolica Bogaczewa jesienią naprawdę zachęca, żeby zejść z głównej drogi i spokojnie pochodzić po lesie.
Z tego, co udało się zebrać, powstał później sos grzybowy na śmietanie kupionej w lokalnym sklepie w Bogaczewie. Brakowało tylko pietruszki. Człowiek może mieć las pełen grzybów, jezioro pod ręką i ognisko w ogrodzie, ale jak nie kupi pietruszki, to nawet Mazury nie pomogą.
Mimo tego sos wyszedł bardzo dobrze.

Jedna noc, a całkiem sporo się zmieściło

Po południu przyszedł czas na wyjazd do miasta.
To był krótki pobyt, ale w ciągu dwóch dni udało się zmieścić łódkę, wędkowanie, grzybobranie, długi spacer po lesie, zabawę z dzieciakami, hamaki, ognisko, jedzenie z rusztu, kominek i wieczór pod gwiazdami.
I chyba właśnie takie krótkie wypady najlepiej pokazują, że nie zawsze trzeba szczegółowo planować urlop.
Domek w Bogaczewie nad jeziorem Narie może być po prostu bazą. Rano jezioro, w dzień las, wieczorem ognisko, a następnego dnia można zdecydować, czy ruszamy na kolejny spacer, nad wodę, czy do „centrum” Bogaczewa oddalonego o około 20 minut pieszo.
A jeśli ktoś wstanie naprawdę wcześnie, warto zabrać łódkę lub SUP-a i wypłynąć na Narie, kiedy nad wodą unosi się poranna mgła. To zupełnie inne jezioro niż to, które widać w środku letniego dnia.

















